W ogrodzie Teofaniego Pilavaki stoi szalenie intrygujący przedmiot, przypomina wielką amforę na wino, ale jego przeznaczenie jest zaskakująco inne. Kiedy ogród tętnił rodzinnym życiem, ta nietypowa pitharia służyła jako domowa sauna. Naczynie zorientowane jest wokół ukośnej osi, jego szyjka nie mierzy w górę, jak to bywa u naczyń na wino, ale w stronę podwórza, w środku stoi nieduże, jakby dziecięce krzesełko, plecione z grubego sznurka, a ścianki od wewnątrz pokryte są sadzą.

Kiedy w rodzinie Pilavaki rodziło się dziecko, ojciec noworodka z liści laurowych, liści eukaliptusa, szałwii i barwinka komponował aromatyczną mieszankę, przeznaczoną właśnie do sauny. Cztery dni po porodzie w saunie rozpalano ogień, ściany naczynia stopniowo przejmowały ciepło a kiedy żar wygasał, na małym krzesełku wewnątrz siadała kobieta, matka noworodka, otwór naczynia przykrywano materiałem, tak że na zewnątrz wystawała jedynie jej głowa, ciało natomiast otulały ciepłe ściany naczynia. Mężczyzna łyżkowatą tykwą nabierał wody, która nosiła już w sobie aromat zebranych liści i wlewał ją do wnętrza amfory. Powstała para rozgrzewała ciało, rozluźniała nadwyrężone po porodzie mięśnie, ścięgna i skórę. Kąpiel parowa trwała nieco ponad pół godziny. Po saunie brzuch i pośladki matki nowego człowieka owijano ciasno bandażem i całą tak zawiniętą przenoszono do przygotowanej wcześniej pościeli. Kurację powtarzano dwa razy w tygodniu przez kolejnych czterdzieści dni. Para, aromatyczne olejki i glina oczyszczały organizm, a kobieta wracała do pełni sił i jak podkreślał Pilavaki, do swojej niezwykłej urody. Później cykl życia ogrodu wracał na poprzednie tory, a po kilkunastu miesiącach znów rozpalano ogień w saunie.  

Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z takim pomysłem, a saunowanie to nasza druga pasja. I chociaż wiemy, że ulepienie tradycyjnej pitharia wymaga ponad czterdziestu dni codziennej pracy oraz przygotowania nietypowego wypału, kto nie chciałby spróbować? Wpisujemy na listę pomysłów do zrealizowania.

Pin It on Pinterest